Imprezowanie
17 lutego 2010: Sen polifazowy
Wczoraj pierwsza impreza na które się udałem w trakcie trwania mojego eksperymentu. Umiarkowane ilości alkoholu (który nie jest zalecany przy takim trybie spania, tak samo jak kofeina) i fakt, że opuszczam wszystkich 10 minut po północy był dość kontrowersyjny. Stwierdzenie, że to z powodu iż śpię od tygodnia po 4 godziny na dobę, sytuacji nie ułatwiło. Zaczeły się sypać porady w stylu, że tak jest nie zdrowo, człowiek potrzebuje snu, wykończe się lada dzień. Tłumaczyć co to jest sen polifazowy, jak działa, kto z niego korzysta i jak niewielką ilość niebezpieczeństwa ze sobą niesie, nie miałem zamiaru. Zwłaszcza osobom, które upijają się 2 piwami. Takie życie. Ciekawe jak wyjdzie oblewanie tytułu inż. w piątek. Chociaż to już pewnie będzie bardziej kameralne towarzystwo.
Najgorszy jest jednak fakt, że wróciłem do domu idealnie na 1:00, bez problemu obudziłem się o 4:00, ale jakoś tak zabrakło motywacji, żeby usiąść i zacząć pracować. Zamiast tego wyleżałem praktycznie cały poranek, aż do pierwszej drzemki. Tak jak wystarczyło mi dyscypliny, żeby opuścić imprezę o właściwej porze, tak zupełnie jej zabrakło nad ranem, żeby trzymać się „rozkładu jazdy”. Ma to jednak swoje plus. Przy biurku znów mogła mi towarzyszyć kawa, której od czasu do czasu mi brakuje, nie ze względu na efekty pobudzające, tylko sam jej smak. Trzeba jednak poczekać z miesiąc, jak już ciało się dostosuje, żeby móc ryzykować picie jej pomiędzy drzemkami. Póki co pozostaje abstynencja kofeinowa.





(komentarze do tego wpisu)