Przerwa chorobowa
12 marca 2010: Sen polifazowy
Czasem się wydaje, że wszystko można idealnie zaplanować. Mi się przez chwilę też tak wydawało. Tydzień pełnego wypoczynku, regeneracji po popełnionych błędach w poprzednim okresie adaptacyjnym. Następnie cały tydzień wypełniony jakimiś drobnymi zajęciami, ale nic poważnego i bardzo wymagającego i dopiero następnego tygodnia praca na pełną parę. Wszystko to miało mi pozwolić na przejście przez najtrudniejsze dni okresu adaptacyjnego. Wszystko posypało się już drugiego dnia, gdy odwiedziła mnie niezaproszona grypa.
Naprawdę bardzo rzadko choruję i musiało się to trafić akurat na początku tego tygodnia, a nie poprzedniego, kiedy to leżenie w łóżku i odchorowanie paru dni nie było by problemem. Przez chwilę wydawało mi się, że uda mi się pogodzić grypę z okresem adaptacyjnym. Nic bardziej mylnego. Towarzystwo jednego z nich jest wystarczająco męczące, a co dopiero mówić o obu. Sen polifazowy poszedł w odstawkę, leżenie w łóżku, pocenie się, dużo herbat, witamin i innych badziewi. Po dwóch dniach organizm zaczął wracać do normy. Nadszedł więc czas na powród do Ubermana. Jednak nie mam już teraz tyle czasu na analizowanie tego jak długo śpię, jak się czuję przed i po drzemce, jak zmienia się moja koncentracja. Trzeba powoli zacząć wywiązywać się ze swoich zobowiązań, bo zlecenia uciekną i skończy się wygoda pracowania z domu. Za bardzo się już do tej myśli przywiązałem, żeby sobie odpuścić.





(komentarze do tego wpisu)
22 mar 2010 02:00
Życzę powrotu do zdrowia. Czekam na więcej relacji bo sam pomału próbuje i kombinuje. Natknąłem się również na taką oto wypowiedź:
„Chyba jeszcze nikt nie wdrożył do swojego życia na dłużej niż miesiąc snu polifazowego i każdy wyglądał przy tym jak zombie.
Żeby przejść na taki tryb snu, potrzeba predyspozycji wrodzonej do małych ilości snu i nocnego trybu życia, poza tym jest jeszcze jedno ale, o którym wszyscy zapominają: nasze oczy, kręgosłup, organy nie są przystosowane do pracy przez 22h dziennie i codziennie!! Dłuższa zabawa w sen polifazowy kończy się więc mnóstwem chorób, wad a może i nawet zawałem serca, które po prostu nie ma praktycznie odpoczynku!
A już fakt lepszej koncentracji i pamięci pominę, bo to i dziecko wie, że to działa w odwrotną stronę ;)
No ale spróbować można, żeby się samemu przekonać, że to niemożliwe :)”
Co o tym sądzisz?
23 mar 2010 23:42
Moim skromnym zdaniem:
Zasadnym wydaje mi się argument związany z .. cóż. mechanicznymi, nie do uniknięcia obciążeniami : kręgosłup, oczy, układ krążenia, regeneracja komórek.. Bo przecież to, że załatwimy mózgowi bilet pospieszny, oszukamy go tak, że w ciągu 25 min przeleci wszystkie fazy snu, że wstaniemy pozornie umysłowo i fizycznie wypoczęci, nie zmienia faktu, że tkanki i układy potrzebują nie „wyłączenia się” związanego ze snem, a CZASU. Czasu na regenerację, czasu na odpoczynek od dźwięków, obrazów, naczynia z kończyn dolnych nie mają jak odetchnąć, serce tłoczy tyle krwi, aby mięśnie mogły pracować. Ciekawe, jak to wygląda z wytwarzaniem połączeń nerwowych, uczyć się i pracować efektywnie nie da się 20h na dobę. Zużywają się przekaźniki nerwowe, szybko spada poziom cukru..
Myślę – no tak, można oszukać częściowo mózg, tak żeby na EEG pokazywał ładne linie, takie jakich oczekujemy. Ale fizyki i chemii nie okłamiemy … Cóż,jakikolwiek – częsty i długi, czy rzadki i krótki- REM chyba niewiele pomoże w deficycie rodopsyny bądź acetylocholiny (fizjologia oka, synaps).
Sama wiem, co to znaczy pożądać paru h godzin dziennie więcej. Dlatego też zainteresowałam się tematem. Myślę, że to jest jakieś rozwiązanie, ale zdecydowanie nie na lata(hm, w którymś miejscu było wspomniane, że niektórzy tak funkcjonują i to nawet dobrze). Dobre na okres zwiększonego zapotrzebowania na czas.
A tak w ogóle, to trąci to pracoholizmem. A szukanie na siłę dodatkowego motorka, który by nas napędzał, dawał satysfakcję, że JESZCZE JESZCZE więcej pracujmy – nienormalne?
Spokojnie :) Zainteresowałam się tylko, wyraziłam swój pogląd, czekam na odpowiedź w dyskusji, nie spławienie – o, kolejna o szkodliwości. Zastanawiam się, czy masz argumenty związane z fazami snu a np. procesami biochemicznymi na terenie całego organizmu ? Jakieś wskazówki by np spędzić dodatkowo dziennie 2-3 h w ciemniejszym pomieszczeniu, nie przy komputerze lub białą kartką od której odbija się światło z lampki czy leżeć dodatkowo (nie zasypiając oczywiście) odciążając stawy,żyły nóg?
Stronę dorzucam do ulubionych, będę regularnie odwiedzać ;)
Pozdrawiam.
14 kwi 2010 15:53
Łukasz:
W Internecie jest mnóstwo blogów, które są pisane przez osoby, które śpią polifazowo przez co najmniej rok. Jeśli już to nie ma żadnych informacji o osobie, która spała by polifazowo dłużej niż 2 lata. Jeśli chodzi o wyglądanie jak zombi to występuje ono tylko w okresie adaptacyjnym (tzw. zombie mode) i trwa parę dni, o ile ktoś przestrzega zasad adaptacji i robi to z rosądkiem.
Co do mnóstwa chorób nie był bym taki przekonany. Na pewno trzeba uwzględnić efekty uboczne ale wynikają one bardziej z tego co robimy z naszym dodatkowym czasem, a nie z samego snu polifazowego. Pomijam tutaj trudne do wyjaśnienia uczucie radości przy Ubermanie. Wspomina o nim parę osób, które korzystało z tego rozkładu snu.
Ula:
Na pewno po sen polifazowy sięgają osoby, które mają skłonności do pracoholizmu i mogę popadać w nadaktywność. Jednak jeśli sięgną po trochę rozsądku to podzielą sobie dzień na godziny w których pracują i godziny które odpoczywają czytając książkę, idąć na spacer czy praktykując swoje hobby. Pytanie co jak czyimś hobby jest praca? Czy to źle? Sporo ostatni nad tym myślałem, ale to raczej temat na dłuższą rozmowę i wymagającą więcej przemyśleń.